Mam zaburzenia koncentracji, pamięci, wyobraźni. Czuję się tak jakbym się cofnęła. Jestem rozdrażniona, wszystko mnie denerwuje, nawet cieszący się na mój widok psiak wywołuje we mnie tyle złości. Nic nie sprawia mi już przyjemności. Zrobiłam się obojętna na wszystko.
Przed pójściem spać jeszcze powiedział mi, że mówił mi już nie raz, że nie zamierza mi słodzić i mówić "nigdy" w odniesieniu do zdrad, bo każdy człowiek jest zdolny do najgorszego w określonych warunkach i że on może tylko mi obiecać, że póki mnie kocha zrobi wszystko żeby do tego nie doszło.
Przychodzi baba do lekarza: - Panie doktorze ciagle jestem wkurwiona, wszystko i wszyscy mnie wkurwiają, a najbardziej wkurwia mnie to, że wszystko mnie wkurwia, prosze mi pomoc! - Czy próbowala Pani w jakiś sposób się wyciszyć, uspokoić, np. spacery w lesie, parku wsród spiewu ptaków, spacerujac boso po trawie, kontakt z przyrodą
jesteśmy razem już prawie 5 lat, od kilku miesięcy wszystko mnie w nim denerwuje, jego głos, jego zarobki, jego zachowanie, jego wygląd, rozmowa z nim, najchętniej bym sie do niego nie
Przyjaciółka mnie denerwuje,co zrobić? i o niczym innym z nią nie można pogadać bo wszystko sprowadza się do jednego tematu . Ostatnio powiedziałam jej że zablokowali mi konto,ale tak naprawde to nie chciałam z nią pisać o jej ulubieńcu .Co mam zrobić żeby ciągle nie gadała o nim?
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. „Łatwo mówić” – myślimy, gdy ktoś rzuca nam gotowy przepis na szczęście. Bo to nigdy nie jest dobry moment, bo przecież są dzieci, zobowiązania, bo jak to – tak po prostu zrobić to, na co ma się ochotę. Byłam ostatnio świadkiem takiej sytuacji – poproszono zebrane kobiety, by zamknęły oczy i wyobraziły sobie swoje szczęśliwe życie i siebie w nim. Nie wiem, co zobaczyły, ale niektóre się popłakały, inne uśmiechały się do swoich myśli. Pomyślałam, jakie to łatwe, wyobrazić sobie siebie szczęśliwą, bo przecież my wiemy, czego chcemy, wiemy, jak powinno wyglądać nasze życie, byśmy częściej znajdowały powody do uśmiechu i do wzruszeń. Ale chwilę potem otwieramy oczy, wychodzimy w codzienność i znowu wszystko nas przytłacza. Huk miasta, zbyt jasne światło w pracy, obiad, który musimy zrobić, my same z jakimś takim ciężkim bagażem na plecach, który nas przygniata. Co takiego musi się stać, żebyśmy z wyobrażania sobie tego, jak dobrze by było być szczęśliwą, przejść do realizacji swoich pragnień, marzeń, wyrażania swoich potrzeb, wyrzucania ze swojego życia niepotrzebnego balastu? Czy naprawdę musimy stanąć pod ścianą, dotknąć dna? – musi nas zdradzić mąż? – partner musi nam prosto w oczy powiedzieć, że nie kocha? – facet musi nam w końcu tak przyłożyć, że leżąc na podłodze zrozumiemy, że kolejny raz nie wstaniemy? – jak długo pozwolimy my znęcać się psychicznie nad sobą i poniżać? – ile obleg od szefa jeszcze musimy usłyszeć, jak bardzo musi nami gardzić? – ile jeszcze dni przed Świętami przepłaczemy po kolejnym telefonie toksycznej matki? – jak długo znosić będziemy wszędobylstwo i brak szacunku ze strony teściowej? – do ilu jeszcze fałszywych ludzi będziemy się uśmiechać? Nasze życie to nie jest film. Nie dowiemy się nagle, że umieramy, że został nam rok życia i w ten jeden rok damy sobie usprawiedliwione chorobą przyzwolenie – bo jak nie teraz to kiedy, i zaczniemy żyć po swojemu. Tak nasze życie nie działa. No chyba, że tylko wizja śmierci jest w stanie zmienić wasze postrzeganie siebie w tym świecie? Tylko czy wtedy nie będzie za późno? Czy naprawdę trzeba stanąć na skraju przepaści, żeby powiedzieć: „od dziś będę żyć szczęśliwe”? Zastanawiam się po jakiego diabła dźwigamy ciężar na naszych plecach? Czemu nie wyrzucamy tych rzeczy, które nas ograniczają, które sprawiają, że jesteśmy nieszczęśliwe, że płaczemy po nocach. Dlaczego nie potrafimy powiedzieć STOP, ja tak dalej nie chcę? I wiem, że czasami to wcale nie są jakieś wielkie rzeczy, czasami wystarczy zrezygnować z jednego telefonu, który wydaje nam się, że powinniśmy wykonać, a wcale nie chcemy. Czasami to jedno „nie”, którego – znowu nam się wydaje, nie powinniśmy powiedzieć, by kogoś nie urazić. W końcu czasami to postawienie granicy, powiedzenie: „jestem zmęczona, nie dzisiaj”, żeby dać sobie prawo do odpoczynku, do pokazania: hej, ja też czasami nie daję rady. Robimy to co powinniśmy, a czego wcale nie chcemy. Pomyśl, ile już dzisiaj zrobiłaś rzeczy, które „powinnaś”. Uśmiechnęła się do koleżanki, o której wiesz, że obrabia ci tyłek za plecami? Zadzwoniłaś do matki, spytać jak się czuje, bo nie chcesz kłótni przy świątecznym stole, choć ten telefon wyczerpuje cię energetycznie? Znowu pojechałaś autem do pracy, choć marzyłaś o porannym spacerze? Z ilu „powinnaś” składa się twój dzień, a z ilu „ja chcę”? Jaki jest bilans? Czasami piszemy banały, zachęcamy was do akcji chcąc pokazać wam, że bycie ważną dla siebie i dbanie o własne potrzeby nie jest niczym złym. Że pół godziny spaceru, kąpiel, wyjście na zajęcia, na które zawsze chciałyśmy się zapisać – to rzeczy, do których mamy prawo, bo bycie matką, żoną, kochanką, nie zwalnia nas z myślenia o sobie, z egoizmu – tego zdrowego, na który każda z nas MUSI sobie pozwolić. I to jedno MUSI jest ważne. Bo my nieustannie żyjemy w przekonaniu, że uszczęśliwianie innych uczyni nas szczęśliwymi, a co jeśli nie? A co, jeśli w tym cały uszczęśliwianiu naszych dzieci, mężów, partnerów, szefów w pracy, koleżanek, przyjaciół zabraknie nas samych? Co, gdy pewnego dnia zapytacie – „a co ze mną?”. Chciałam wyjechać choć raz do Indii, wejść choć na jeden pięciotysięczny szczyt, zapisać na kurs tańca, nauczyć się lepić garnki. Dałam wszystko innym, a ja? Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie szczęśliwą? Naprawdę tak wiele potrzebujesz do szczęścia, że jest ono niemożliwe do osiągnięcia? Nie można do niego dążyć małymi krokami? Powoli. Wytyczyć planu do realizacji choćby jednego marzenia? Podaj choć jeden argument nie do podważenia, że nie się nie da, że nie można, że musisz być bardziej nieszczęśliwa niż szczęśliwa? Życie mamy jedno, naprawdę nie zasługujesz na to, by zadbać o siebie? Od dziś? Od teraz? Co sprawi, że będziesz szczęśliwsza? Może zacznij banalnie, ale od ważnej rzeczy – od wyrzucenia kilku „powinnam” ze swojego dnia?
Kiedy walczysz, co czujesz?Całkowita pustka, jakby stało się coś strasznegoGniew - ponieważ ona / on cię zdradzaPoczucie winy - zrobiłem coś złegoCo najbardziej denerwuje Cię w Twoim partnerze?Brak uwagiNie ma nic przeciwko flirtowaniu z innymiGrubiaństwoMożesz oszukać swojego partneraCzy twój partner może publicznie powiedzieć o tobie bardzo nieprzyjemną lub zmyśloną rzecz (na przykład, że masz krzywe zęby lub źle gotujesz itp.)?Tak, ale jego słowo jest zawsze prawdziweTak, żeby mnie wystraszyćTak, ale myślę tak samoCzy często spędzasz czas ze znajomymi?Nie, mój ukochany zastępuje wszystkie inneNie, jestem o niego zazdrosny o moich przyjaciółNie, ona mi zabraniaDlaczego wcześniej zerwałeś?Była mną zmęczonaMój partner mnie zdradzałNie miałem żadnych związków, cieszę się, że mogłem zacząć od kogośJeśli Twój partner wyjeżdża w podróż służbową, czy czujesz się zbity z tropu i niecierpliwie czekasz na jego powrót?Oceń, jak łatwo możesz wyrazić swoją opinięKoledzy (w tym osoby płci przeciwnej) podarowali ukochanej osobie wiele prezentów na urodziny. Twoja reakcja?Jakie mogą być przyczyny twojej walki?Ponieważ ona / on chce być sam, a ty nie umożliwiasz tegoZe względu na niewinne gratulacje z okazji urlopu zawodowego od byłego kolegi z klasyPonieważ źle myłam naczyniaJak myślisz, czy twój partner cię kocha?Ufasz swojemu partnerowiCzego się boisz?Stracić kogoś, kogo kochamZdradza mnieŻe ze mną zerwieJeśli twój partner lubi banany i horrory, czy zaczynasz też jeść kiście bananów i oglądać filmy o maniakach?Oceń, jak często sprawdzasz pocztę e-mail i telefon swojego partneraJak myślisz, jak bardzo zasługujesz na miłość?Prawdopodobnie rozpływasz się w swoim partnerzeOczywiście miłość jednoczy ludzi, ale staraj się nie zapominać, że jesteś indywidualną osobą ze swoim charakterem i zainteresowaniami. Nie trzeba rozpływać się w partnerze i zatracać się, aby udowodnić swoją miłość: są na to inne przyjemne sposoby! Dopóki nie zdefiniujesz na nowo granic, nie będziesz czuł się komfortowo obok swojego partnera. Jesteśmy pewni, że jesteś bardzo czułą osobą! Udostępnij wynik quizu, aby Twoi obserwatorzy też mogli się sprawdzić;)Prawie sobie nie ufaciePodobno gra detektywa coraz częściej staje się ulubioną rozrywką - ciężko ci się odprężyć, coraz bardziej podejrzewasz siebie nawzajem i to bardzo cię wyczerpuje. Jeśli nie możesz być szczery i nie wierzysz w swojego partnera - prawdopodobnie musisz zmienić swoje wspólne zachowanie i popracować nad kwestiami zaufania. Udostępnij wynik quizu, aby Twoi obserwatorzy też mogli się sprawdzić;)Prawdopodobnie nie jesteś pewny siebiePrawdopodobnie boisz się zmiany w swoim związku, bo nie jesteś pewny siebie - masz wiele obaw i wątpliwości: jak sobie bez niego / niej poradzę, co jeśli nikogo nie znajdę, to jest moja wina itp. Ale przede wszystkim, aby ustanowić silny i mocny związek, musisz zdobyć tę pewność siebie i silność w sobie. Być może pomoże ci konsultacja psychologa. Udostępnij wynik quizu, aby Twoi obserwatorzy też mogli się sprawdzić;)
Kiedyś nie zwracałam uwagi na wiele zachowań przechodniów, podróżujących i wszystkich innych ludzi, których spotykam w swoim życiu. Pewnie wielu z nich nie zdaje sobie nawet sprawy, że coś mnie denerwuje i że czasami powinni się zastanowić nad sobą. Jednak są zachowania, które doprowadzają mnie do szału lub do łez wywołanych bezradnością i do rzeczy!1. Denerwują mnie ludzie, który widząc mnie z dzieckiem, wózkiem i siatami, próbującą jakimś cudem wejść do wysokopodłogowego tramwaju, odwracają wzrok. Nikt się nie ruszy. Ludzie patrzą tylko w swoje telefony (ach te nowoczesne technologie!) i ani im się śni pomóc. Tak jest w Polsce. Tak jest w Czeskiej Republice. Zupełnie odwrotnie niż na Węgrzech. U naszych bratnich dusz zawsze (ZAWSZE!) przynajmniej dwie osoby rzucą ci się do pomocy. Ale co się dziwić? Na Węgrzech jest dużo dzieci. Węgrzy kochają dzieci i nie boją się młodym mamom Denerwują mnie ludzie w sklepach, którzy za nic nie przepuszczą cię w kolejce. Choćby twoje dziecko wyło głośniej niż startujący samolot. Choćby twoje dziecko przechodziło klasyczny bunt dwulatka. Oni byli tu pierwsi, więc stój babo w kolejce i się męcz! Ostatnio stałam w takiej kolejce w piekarni. Smok był już głodny i zmęczony i zaczął awanturować się o bułkę. Histeria sięgała zenitu, ale nikt mnie nie przepuścił. Gdy poprosiłam, abym mogła chociaż tę jedną bułkę od razu wziąć, zostałam porażona karcącym spojrzeniem. Sprzedawczyni też miała sytuację całkowicie w nosie. Czy na prawdę ludzie lubią stać w sklepie, w którym wrzeszczy dziecko?3. Wkurzają mnie palacze na przystankach. Czekam z dzieckiem na przystanku, a tu metr od nas staje taki jeden, wyciąga papierosa i zapala. Abstrahując od tego, że na przystankach ponoć jest zakaz palenia, to czy faktycznie tak ciężko odejść trochę dalej od dziecka na ulicy?4. Denerwują mnie lekarze, do których nie można się dostać. Ostatnio Smokowi znowu wyskoczył na buzi czerwony placek. Lekarka rodzinna zdecydowała się dać skierowanie do dermatologa, żeby sprawdził, o co chodzi. Terminy na 3-6 miesięcy. Po 3 tygodniach zaczerwienienie zniknęło. Mam iść pokazać czystą buzię i powiedzieć, że 3 miesiące temu był w tym miejscu czerwony placek???5. Denerwują mnie ludzie w pociągach. Najczęściej jadąc pociągiem, wchodzę ze Smokiem do przedziału dla rodzin z dziećmi do lat 3. Dosiadają się do nas różni ludzie i niektórzy zaczynają wyciągać swoje jedzenie. Jakby dzieci nigdy nie widzieli! Smok oczywiście wpada w histerię, bo jest od razu głodny, ale tego, co my mamy zjeść nie chce, tylko chce to, co je tamten pan…6. Jak już przy jedzeniu jesteśmy, to denerwują mnie ludzie, co częstują moje dziecko czymkolwiek, bez pytania mnie o zgodę. Ostatnio jakaś baba dało Smokowi lizaka. Niespełna dwuletnie dziecko z lizakiem! Już nie wspomnę, że przecież dziecko może mieć na przykład Denerwują mnie zorganizowane grupy starszych dzieciaków. Takich w wieku kilkunastu lat, które masowo wpadają na plac zabaw i nie zważając na maluchy, biegają i skaczą, gdzie popadnie. Dzisiaj taki chłopak mało nie wskoczył na Smoka, bo postanowił skakać z drabinek, gdy Smok akurat przechodził. Musiałam uciekać z małym z placu zabaw, bo takich dzieciaków biegało tam ponad trzydzieści. Już nie wspominając o tym, że takie dzieciaki uwielbiają używać małe bujaczki dla maluchów. Ciekawe, jak długo te bujaczki jeszcze przeżyją?Wiem, że społeczeństwo nie prosiło się o przyjście na świat mojego dziecka. Wiem, że ludzie najchętniej by chcieli, żebym się z tym dzieckiem zamknęła w domu i nie przeszkadzała im na ulicy. Ale to dziecko to też człowiek i pewnie gdy dorośnie będzie płacił podatki na nas wszystkich. Więc trochę szacunku też mu się co was denerwuje w innych?Tedi
Czy jesteś perfekcjonistą z wychowania (np. masz mocno wymagających rodziców, którzy jednak nie chwalili cię, kiedy już zrobiłeś coś dobrze, za to łatwo punktowali błędy)? Albo może zawsze to ty musiałeś się bardziej postarać, zrozumieć w mig, co się do ciebie mówi i od razu dostosować do tego, za to wobec ciebie mało kto tak się starał? Myślę sobie, że może jesteś uwrażliwiony na wszystkie te codzienne ludzkie słabości, ponieważ kiedyś nie tolerowano ich u ciebie. Chciałeś być OK, więc pracowałeś mocno nad sobą, żeby dotrzymać tego wysoko postawionego standardu. A teraz cię to bardzo wkurza, kiedy inni pozwalają sobie na to, na co tobie nie było wolno. Twoje wkurzenie jest nieproporcjonalne, bo w rzeczywistości to złość nie tylko na to, co dzieje się teraz, ale żal i pretensja o wszystkie te braki zrozumienia oraz niewspółmiernie srogie ocenianie drobnych słabości kiedyś dawniej. To taka daleko idąca hipoteza, którą podpowiada mi intuicja.
Witam, z Pani opisu wynika, że żyje Pani w ciągłym stresie i ma Pani realne powody, aby czuć i reagować, tak jak to się u Pani dzieje. Sytuacja jest skomplikowana, gdyż dodatkowo macie Państwo małe dzieci i zamiast wsparcia, jak Pani pisze, jest Pani ofiara przemocy ze strony męża. Zasadniczo nasuwa się pytanie, czy mąż jest świadomy krzywdy, którą Pani wyrządza? Czy jego picie nosi znamiona uzależnienia? Jeśli rozmowa z mężem, nie przyniesie poprawy, proponuję udać się do psychoterapeuty/psychologa, aby przedyskutować wspólnie skalę problemu i możliwe plany Pani działania, aby chronić Panią oraz dzieci.
wszystko mnie denerwuje w partnerze